Zespół kościelno-klasztorny w Rytwianach to perła wczesnego baroku, która wydaje się być zamrożona w XVII wieku. Jest to miejsce głębokiej kontemplacji, założone jako drugi w Polsce klasztor kamedulski po krakowskich Bielanach. Początki fundacji sięgają roku 1624, kiedy to biskup krakowski Marcin Szyszkowski uroczyście wmurował kamień węgielny. Uroczysta konsekracja kościoła odbyła się jesienią 1637 roku. To właśnie z tego czasu pochodzi łacińska nazwa Eremus Silvae Aureae, czyli Pustelnia Złotego Lasu, zaczerpnięta od złotych liści otaczających klasztor.
Życie kamedułów było podporządkowane surowej regule św. Romualda z Rawenny. Zakonnicy wstawali o 3:30, pracowali, modlili się i odpoczywali po osiem godzin, utrzymując ścisłe milczenie i izolując się w samotnych eremach. Izolacja ta jest symbolicznie zaznaczona przez architekturę wejściową: trzy bramy noszące nazwy Ciszy, Modlitwy i Samotności. Klasztor, choć z zewnątrz surowy, kryje w sobie bogactwo barokowych zdobień, co miało odzwierciedlać ideę pustelnika – skromnego na zewnątrz, lecz bogatego duchowo. W tym surowym, odizolowanym świecie, znajduje się jednak pamiątka namiętności i tragedii, która jest radykalnym zaprzeczeniem zakonnego ideału.

W szafie ściennej rytwiańskiej zakrystii, niczym cenny, ale wstydliwy sekret, ukryta jest woskowa figura przedstawiająca popiersie kobiety ubranej w habit zakonny. Wizerunek ten jest niezwykłym przykładem sztuki panoptykalnej (osobliwej) z drugiej połowy XVII wieku. Katalogi zabytków opisują go jako “panoptykalną rzeźbę woskową starszej niewiasty”. Figura wzbudza lęk i fascynację jednocześnie, ponieważ jest przeraźliwie naturalistyczna, plasując się pomiędzy eksponatem z gabinetu figur woskowych a hiperrealistyczną rzeźbą. Szczególnie niepokojące są oczy figury, prawdziwie wymodelowane, z czerwonymi żyłkami, które zdają się krzyżować wzrok z patrzącym, wywołując uczucie grozy. Według powszechnej, choć niejednolitej, tradycji ludowej, wizerunek ten ma być podobizną Marianny Dziulanki (lub Marianny Fortunianki). Była to kobieta z niższej klasy społecznej, prawdopodobnie chłopka lub dwórka, która rozkochała w sobie jednego z najbogatszych magnatów Rzeczypospolitej Obojga Narodów, Stanisława Łukasza Opalińskiego (1643-1704), właściciela Rytwian. Figura ta, będąca materialnym świadectwem głębokiej, świeckiej miłości i patologicznej żałoby, została zmuszona do ukrycia się w zakonie, pod habitem. Mezalians miał wywołać w tamtym czasie ogromny skandal. Ale o tym trochę później.
Historia Stanisława Łukasza i Marianny rozgrywa się w burzliwym kontekście XVII wieku, który dla Rzeczypospolitej był czasem wyniszczających wojen (szwedzkich, tureckich, rosyjskich) i kryzysu wewnętrznego (anarchii szlacheckiej). W tym okresie, gdy państwo chyliło się ku upadkowi, szlachta i magnateria kurczowo trzymały się sztywnych hierarchii społecznych. Opaliński pochodził z rodu dziedziców olbrzymiej fortuny. Uczestniczył w słynnej odsieczy wiedeńskiej króla Jana III Sobieskiego. Decyzja o poślubieniu kobiety z ludu była aktem prywatnego buntu, który w oczach swojej klasy był równoznaczny z hańbą. Jego losy stanowią symboliczny przykład dezintegracji tradycyjnych wartości w magnaterii i ucieczki od odpowiedzialności publicznej w świat skrajnie prywatnego dramatu.
Ród Opalińskich i dziedzictwo Rytwian
Rytwiany w XVI i XVII wieku były czołowym ośrodkiem magnackim w Polsce. Tutejszy pałac i forteca gościły elity intelektualne, w tym astronoma Jana Brożka oraz poetów Andrzeja Morsztyna i Piotra Kochanowskiego. Potęgę Rytwian zbudował Łukasz Opaliński herby Łodzia z Bnina (1581-1654), ojciec Stanisława Łukasza, marszałek nadworny koronny, wybitny pisarz polityczny i gorący patriota, wierny stronnik króla Jana Kazimierza Wazy (1609-1672). Dzięki małżeństwu z Izabelą Tęczyńską (1618-1667), jedyną dziedziczką rodu Tęczyńskich, połączył swoje dobra z fortuną Rytwian, tworząc jeden z największych majątków w kraju. Forteca rytwiańska utrzymywała ponad tysiącosobową załogę i z powodzeniem odparła atak wojsk Rakoczego w 1653 roku.

Stanisław Łukasz Opaliński, ochrzczony w Rytwianach w 1643 roku, stał się spadkobiercą potężnej fortuny po śmierci ojca. Był pierwotnie właścicielem znaczących dóbr, w tym rodowych Rytwian i Rudnik. Po bezpotomnej śmierci swojego brata, Jana, jego majątek uległ znacznemu powiększeniu. Opaliński stał się wówczas jedynym dziedzicem i wszedł w posiadanie rozległych włości, w skład których wchodziły Staszów, Kłoda, Ruda, Tuklęcz, Oględów, Koniemłoty oraz Łubnice. Życiorys magnata jest mieszanką bohaterstwa i ekscentryzmu. Kariera publiczna Opalińskiego koncentrowała się na urzędach i zaangażowaniu politycznym. Pełnił on funkcje starosty niegrodowego guzowskiego oraz starosty grodowego nowokorczyńskiego. Na arenie politycznej zaznaczył swoją obecność w ważnych momentach Rzeczypospolitej. W 1669 roku podpisał pacta conventa, czyli umowę między szlachtą a nowo wybranym królem Michałem Korybutem Wiśniowieckim (1640–1673), która zawierała jego osobiste zobowiązania dotyczące polityki, finansów i wojska. Siedem lat później, w 1676 roku, reprezentował interesy regionu jako poseł sejmiku opatowskiego województwa sandomierskiego na sejm koronacyjny. Po latach, w 1697 roku, wziął udział w elekcji, głosując jako elektor województwa sandomierskiego na Augusta II Mocnego.
Magnat wykazał się również znaczącą służbą wojskową. Jego najbardziej spektakularnym wkładem była aktywna walka w bitwie pod Wiedniem w 1683 r. w Odsieczy Wiedeńskiej, gdzie osobiście dowodził 1200 piechurami zwerbowanymi na własny koszt. Zwycięstwo pod Wiedniem jest uznawane za punkt zwrotny w historii Europy w walkach z Imperium Osmańskim. Powstrzymało ono marsz sił tureckich w głąb kontynentu i zapoczątkowało okres defensywy Osmanów, którzy przestali stanowić poważne zagrożenie dla chrześcijańskiej Europy. Aby sfinansować wyprawę, posunął się do drastycznych środków, zdejmując srebra z klasztoru, a nawet nakazując zdarcie srebrnych ozdób z trumien przodków. To poświęcenie majątku, a nawet świętości rodowej, w imię państwa, było w oczach współczesnych aktem wielkiego patriotyzmu. Jednak ten sam człowiek, który zrujnował groby przodków dla Rzeczypospolitej, wkrótce potem, w 1684 roku, dokonał czynu, który był uważany za hańbiący dla rodu – poślubił chłopkę. Ten gwałtowny zwrot od chwały publicznej do skandalu prywatnego może wskazywać na głęboką alienację Opalińskiego od oczekiwań swojej klasy i utracie wiary w system szlachecki, który mimo ofiar pogrążał się w chaosie.
Mezalians i złamanie obyczajowości
W XVII-wiecznej Rzeczypospolitej poślubienie osoby z niższego stanu, zwłaszcza chłopki, było dla magnata aktem, który niemal wykluczał go z życia publicznego i okrywał jego rodzinę hańbą. Status społeczny i majątkowy były nienaruszalne. To właśnie ten mezalians jest uznawany za kluczowy czynnik, dla którego Stanisław Łukasz Opaliński, dziedzic tak wielkiego rodu, nigdy nie osiągnął kariery na miarę swojego ojca. Związek był aktem tak wywrotowym i wymagał daleko idącej manipulacji w dokumentacji, aby złagodzić społeczne potępienie.
Informacje o tożsamości kobiety, którą Opaliński poślubił, są historyczną mozaiką pełną sprzeczności, choć wszystkie źródła są zgodne, że musiała być ona kobietą niezwykłej urody i mądrości. Wersje jej nazwiska i statusu wahają się między trzema głównymi hipotezami. Pierwsza wersja to Anna/Marianna Dziulanka, często powielana, sugerująca, że była córką Włocha Giulla, ujeżdżacza koni i dworskiej pokojówki. Nazwisko Dziulanka mogło być celowo wybrane, by stworzyć wrażenie pokrewieństwa ze świeżo nobilitowaną szlachtą Dziackich, spokrewnioną z Kossowskimi, w których dworku ślub się odbył. Druga hipoteza to Maria Działonka. Takie nazwisko figuruje w aktach kościelnych z Połańca z 1684 roku. Akt nadaje jej wprawdzie tytuł “generosa” (z łac. szlachetna, urodzona), ale kronikarze sugerują, że było to jedynie kurtuazyjne objawienie dla wielkiego pana, a nie dowód szlacheckiego pochodzenia. Trzecią i ostatnią wersją jest Marianna Fortunianka, dziewczyna z ludu, chłopka wychowana na folwarku w Szczece. Przekazy rodziny Fortunów ze Szczeki, podają, że Marianna pochodziła z ich rodu i z tego powodu przez stulecia prowadzili spory majątkowe.

[…] Mam pod ręką wyciąg z akt kościelnych Połańca, a w nich pod 1684 wyraźnie stoi: “Jaśnie Wielmożny Stanisław Łukasz Opaliński, starosta nowomieski, pojął za żonę urodzoną Maryę Działonkę. Ślub dawał ksiądz biskup Małachowski w obecności kanonika sandomierskiego a proboszcza połanieckiego, Moalickiego. Akt odbył się w Szczece w dworze pana Kosowskiego. Sama nazwa Działo, Działoń, Działonka, nie wskazuje pochodzenia szlacheckiego; przyczepiony do jej nazwiska epitet „generosa” niczego nie dowodzi, jest to objaw i dowód grzeczności dla wielkiego pana, który się z nią żenić raczył. Była wprawdzie ówcześnie świeżo nobilitowana familia Dziulich r. 1676, spokrewniona z Kosowskimi, w których dworku ślub się odbył, w takim razie nazywałaby się Dziulanką i pan starosta nie potrzebowałby brać z nią ślubu poza kościołem, niejako ukradkiem i potajemnie w obecności jednego tylko świadka księdza Moalickiego, w dworcu swego podstarościego czy dzierżawcy, Szczeka bowiem z dawien dawna należała do klucza rytwiańskiego […]”.
Ludwik Powidaj (1830-1882) „Rytwiany i ich dziedzice”, Kraków 1881, s. 47.Działania Opalińskiego były świadomą próbą manipulacji statusu społecznego, by zminimalizować skandal otwartego mezaliansu z chłopką. Potężna siła jego uczucia była w stanie pokonać uprzedzenia klasowe i majątkowe, jednak musiało to odbyć się w cieniu sekretu. Ślub z Marianną odbył się w 1684 roku we dworze Franciszka Kosowskiego w Szczece, dzierżawcy Opalińskiego. Akt ten miał zostać dokonany poza kościołem, ukradkiem i potajemnie. Mimo to, magnat wykorzystał swoje wpływy, aby ślubu udzielił sam biskup krakowski Jan Małachowski w obecności proboszcza z Połańca, ks. Wawrzyńca Moalickiego. Fakt zaangażowania tak wysokich dostojników kościelnych dowodzi, że Opaliński desperacko dążył do legitymizacji swojego związku w oczach Kościoła, nawet jeśli musiał go ukryć przed wzrokiem magnaterii.
Śmierć, melancholia i artystyczna obsesja
Małżeństwo, choć zawarte z miłości, trwało zaledwie pięć lat, po czym Marianna zmarła, prawdopodobnie bezpotomnie. Okoliczności jej śmierci są spowite legendą. Jedna wersja mówi, że Marianna Dziulanka została podstępnie otruta przez rodzinę Opalińskiego, kiedy ten był w długiej podróży. Inna, bardziej romantyczna, głosi, że zmarła z tęsknoty za ukochanym. Śmierć Marianny była katalizatorem głębokiego załamania psychicznego magnata. Stanisław Opaliński zdziwaczał i popadł w melancholię, uciekając w świat ksiąg i wiedzy astrologicznej. Jego żałoba miała wymiar patologiczny. Nie mógł pogodzić się ze śmiercią żony i nie zezwolił na jej pochówek.
Z tego stanu rozpaczy narodziła się legenda woskowej figury. Według niej, ciało Marianny tak długo znajdowało się w kościele, że bracia kameduli, chcąc doprowadzić do pochówku, wystawili je przed ołtarz. Wosk z kapiących świec spływał na twarz zmarłej, tworząc maskę pośmiertną. Bracia zaproponowali magnatowi, że wykonają na jej podstawie pośmiertny odlew twarzy, a dopiero po stworzeniu tego wiecznego wizerunku Opaliński zgodził się na pogrzeb. Legenda ukazuje rzeźbę nie tylko jako pamiątkę, ale jako namacalny dowód obsesyjnej miłości. Figurę tę powszechnie identyfikuje się z Marianną. Jednak obserwacje historyczne i katalogi zabytków wprowadzają pewien zamęt. Skoro Marianna zmarła młodo, w wieku około 25 lat, dlaczego figura w zakrystii jest opisana jako “starsza niewiasta”? Może to oznaczać, że rzeźba albo celowo postarzała Mariannę, by oddać głębię żałoby i cierpienia magnata, albo też przedstawia kogoś innego.
Rodzina, próbując wyleczyć Stanisława z melancholii, zaaranżowała jego drugie (lub trzecie) małżeństwo z dalszą krewną, stryjeczną siostrą Zofią Krystyną Opalińską. I tym razem szczęście było krótkie. Zofia zmarła szybko, w 1699 roku. Zrozpaczony Opaliński miał wtedy kazać odcisnąć w wosku również jej wizerunek. Kronikarz, ksiądz Wawrzyniec Siek (1860-1945), wspomina o dwóch rzeźbach w zakrystii, co potwierdza istnienie pamiątki po Zofii. Jednak do dziś przetrwał tylko jeden wizerunek, powszechnie przypisywany Mariannie. Fakt, że to figura Marianny, symbolu mezaliansu, przetrwała, podczas gdy wizerunek szlachetnie urodzonej Zofii zaginął, cementuje kulturową siłę legendy o pierwszej, zakazanej miłości.
Ostatni okres życia S. Ł. Opaliński spędził, uciekając od świata. Zmarł na morzu 2 czerwca 1704 roku, w wieku 57 lat, po tym jak w ostatnich latach życia zaciągnął się do marynarki.
Hetmanowa kontra testament
Małżeńskie i emocjonalne zawiłości w życiu Opalińskiego miały dalekosiężne skutki prawne. Stanisław Łukasz Opaliński, wykluczając swoją siostrę Zofię i jej córkę Elżbietę z Lubomirskich Sieniawską, zapisał cały swój majątek Janowi Karolowi Opalińskiemu (bratu swojej drugiej żony). Elżbieta Sieniawska, jedna z najpotężniejszych kobiet swojej epoki, słynąca z zamiłowania do sztuki, ale i z bezwzględności w interesach, nie pogodziła się z wykluczeniem. Rozpoczęła długoletnią batalię prawną. Hetmanowa procesowała się o rytwiańskie i łubnickie dobra przez niemal pół wieku, aż w końcu obaliła testament stryja i zdobyła spadek. Mimo to, nie zamieszkała w Rytwianach, choć zmodernizowała pałac w Łubnicach.
Mezalians Opalińskiego miał wymiar finansowy nie tylko w kręgach arystokracji. Opaliński prawdopodobnie zakupił rodzinie Fortunów (chłopskiej rodzinie Marianny) włości w okolicach Zegrza. Wątek problemów majątkowych, które miały spaść na Mariannę, zachował się w przekazach Fortunów do dziś. Co więcej, w XIX wieku, potomkowie Fortunów ze Szczeki i Kłody podejmowali próby sądowego dochodzenia praw majątkowych. Długowieczność tych sporów, trwających niemal dwa stulecia, stanowi mocny dowód na to, że związek Marianny Fortunianki i Stanisława Łukasza Opalińskiego był prawnie wiążący i miał realne konsekwencje majątkowe. Stanowi namacalne potwierdzenie historycznego faktu mezaliansu, niezależnie od sprzeczności w oficjalnej dokumentacji magnackiej.

Ostateczny akt publicznego zamknięcia życia magnata dokonał się dopiero w 1712 roku. Elżbieta Sieniawska, choć opóźniona o osiem lat, sprowadziła ciało Opalińskiego i wyprawiła mu uroczysty pogrzeb. Nie była to jedynie formalność. Sprowadzenie ciała i zorganizowanie okazałej ceremonii pogrzebowej było w tamtych czasach ważnym aktem politycznym i społecznym. Elżbieta Sieniawska, znana fundatorka licznych kościołów i klasztorów, nie tylko zorganizowała Opalińskiemu uroczysty pochówek ale także zleciła wykonanie sarkofagu umieszczonym pod kaplicą w krypcie kościoła kamedulskiego i epitafium w kaplicy św. Romualda. Dzieło to miało być trwałym pomnikiem, lecz stało się także zagadką ikonograficzną, którą badacze próbują rozwikłać do dziś. Do krypty prowadzą kamienne schody obramowane balustradą z czarnego marmuru. Po prawej stronie sarkofagu na ścianie znajduje się znamienny napis “Kim ty jesteś – ja byłem, kim ja jestem – ty będziesz”. W głębi krypty znajduje się ładny ołtarz św. Stanisława Kostki.

Centralnym i najbardziej intrygującym elementem epitafium w kaplicy św. Romualda są dwie kobiece postaci umieszczone ponad sarkofagiem. Ich przedstawienie jest skrajnie kontrastowe i niekonwencjonalne. Kobieta z lewej jest ukazana jako piękna, z celowo odsłoniętymi piersiami. Kobietę z prawej przedstawiono jako odrażającą, z tłustym, wystającym brzuchem. Historycy sztuki powszechnie interpretują te postacie jako żony Opalińskiego. Ta “brzydsza” to prawdopodobnie Dziulanka, której karykaturalne przedstawienie miało odzwierciedlać jej niższy stan społeczny i było jawnym aktem publicznego piętnowania przez elitę magnacką. Pomiędzy tymi dwiema postaciami dumnie stoi Stanisław Łukasz Opaliński. Za wykonanie epitafium odpowiadał Karol de Prevot, artysta o kontrowersyjnej twórczości. Pochodzący z Włoch mógł być również odpowiedzialny za wprowadzenie do Polski pewnej nowinki artystycznej: woskowych wizerunków zmarłych.
Klasztor kamedulski jako kurator pamięci
Klasztor w Rytwianach był świadomie zlokalizowany w izolacji, na wzniesieniu i w oddaleniu od wsi, zgodnie z wymogami reguły. Kameduli, jako eremici (samotnicy) , kierowali się zasadą, że praca i modlitwa stanowią fundament ich życia. Nawet architektonicznie klasztor łączy surowość zewnętrzną z wewnętrznym przepychem, co w idealny sposób odzwierciedlało duchową głębię. Wnętrze kościoła szczyci się dziś jedynym w Europie, w całości zachowanym drewnianym ołtarzem pokamedulskim z XVII wieku.
Historia Pustelni Złotego Lasu rozpoczęła się w 1617 roku, kiedy wojewoda krakowski Jan Magnus Tęczyński ufundował klasztor dla kamedułów. Bracia otrzymali kościół, klasztor i domki. Świątynia pod wezwaniem Zwiastowania Najświętszej Marii Panny została konsekrowana w 1637 roku i wtedy też klasztor otrzymał nazwę “Eremus Silvae Aureae” – Pustelnia Złotego Lasu. Kameduli przebywali w Rytwianach przez 201 lat. Ich bytność zakończyła się, gdy w 1819 roku dekret carski skasował klasztor, a ostatni mnisi odeszli stamtąd w roku 1825. Historia Rytwian widziała krótki powrót zakonników w latach 60. XIX w., którzy jednak opuścili to miejsce po powstaniu styczniowym. Później, kościół stał się centrum nowej parafii w 1935 r., a reforma rolna z 1944 r. położyła kres jego statusowi jako własności prywatnej magnatów. Konserwacja kompleksu przez lata ograniczała się do doraźnych prac, skupiających się głównie na kościele. Kluczową zmianą dla ratowania całości było utworzenie w 2001 roku Diecezjalnego Ośrodka Kultury i Edukacji „Źródło”, co jest uznawane za początek jego nowoczesnej i bardziej skomercjalizowanej działalności. Do klasztoru prowadzi droga przez trzy bramy symbolizujące wtajemniczenia w życie eremickie. W centrum kompleksu znajduje się świątynia, będąca sercem duchowego życia mnichów. Wnętrze kościoła zdobią obrazy Tomasza Dolabelli, malarza i przeora zakonu, oraz stiukowe dekoracje Giovanniego Battisty Falconiego. W kryptach pod kościołem spoczywają zakonnicy, a w kapitularzu znajduje się grobowiec rodziny Radziwiłłów.
Współcześnie dawny klasztor kamedulski działa jako Relaksacyjno-Kontemplacyjne Centrum Terapeutyczne. Kontynuuje ideę izolacji, oferując gościom “święty spokój”, ciszę i odcięcie od nowoczesnego zgiełku (goście proszeni są o zostawienie laptopów i komórek w sejfie). Przy kościele znajduje się centrum Spes (czyli Salus Per Silentium – Zdrowie Przez Ciszę), gdzie uzależnieni od pracy, zakupów i inni, którzy zmagają się z szybkim tempem życia, mogą znaleźć spokój i odnowić swoje siły psychiczne. Rytwiany zapisały się również w historii kultury popularnej. To właśnie w Pustelni Złotego Lasu kręcono dwa odcinki (4. i 10.) słynnego serialu telewizyjnego “Czarne Chmury” (premiera w 1973 r.) w reżyserii Andrzeja Konica. W 2013 roku otwarto tu nawet serialowe muzeum, a sceny takie jak upijanie winem kapitana Knothe czy namawianie Zagłoby do porzucenia zakonu dodają kolejny wymiar historycznej wielowarstwowości temu miejscu. Klasztor w Rytwianach łączy więc magnacki dramat XVII wieku, surowość życia eremickiego oraz wątek walki o wolność z polskiej popkultury.
Woskowe popiersie Marianny trafiło do klasztoru prawdopodobnie po śmierci Opalińskiego, wraz z inwentarzem bibliotecznym. Jednak obecność figury kobiety była w rażącej sprzeczności z surową regułą zakonników, która nakazywała izolację od świata i unikanie pokus. Zakon, w akcie symbolicznym i pragmatycznym, podjął decyzję o „oczyszczeniu” wizerunku. Figurę osłonięto habitami zakonnymi i ukryto w szafie w zakrystii, aby nie wzbudzała w braciach “nieczystych myśli”. Ten akt cenzury i podporządkowania świeckiej pamiątki regule zakonnej dowodzi, jak surowy świat kamedułów musiał neutralizować potężny symbol namiętności, czyniąc go milczącym i ukrytym świadkiem.
Między mitem a woskową prawdą
Figura w zakrystii rytwiańskiej Pustelni Złotego Lasu pozostaje nie tylko unikatowym, hiperrealistycznym zabytkiem panoptykalnym z epoki baroku, lecz przede wszystkim materialnym symbolem miłości, która złamała wszelkie zasady i konwenanse. Jest to historia Marianny Dziulanki/Fortunianki, kobiety z ludu, której siła urody i charakteru była na tyle wielka, że zdołała skłonić magnata do poświęcenia kariery i fortuny.
Miejscowa legenda głosi, że ktokolwiek usunie woskową figurę z zakrystii kościoła, czeka go rychła śmierć. Jednak dla ks. Wiesława Kowalewskiego, rektora i dyrektora Pustelni Złotego Lasu to tylko żart. Jak sam przyznaje, czyścił on ten przedmiot i prał jego ubranie, a klątwa (ku jego uldze!) nie zadziałała: A co więcej, legenda mówi, że kto ją stąd usunie, tego czeka rychła śmierć – śmieje się ks. Kowalewski. Ale ja ją czyściłem, prałem ubranie i jakoś nie miała nic przeciwko temu. (wypowiedź z 2011 r. dla red. Joanny Lamparskiej z czasopisma “Focus”).

Woskowe popiersie z Pustelni Złotego Lasu w Rytwianach skrywa więcej tajemnic, niż mogłoby się wydawać. Chociaż w epoce baroku figury z lanego wosku (jak np. realistyczne popiersie księcia Cosimo II Medyceusza, które tak przerażało jego matkę, że kazała je usunąć) były popularne, tożsamość Dziulanki budzi wątpliwości. Konserwator zabytków, Dorota Wąchalska-Konik, odkryła, że w bocznej kaplicy kościoła pod obrazem Matki Boskiej jest ukryty świecki portret bogatej damy w szlacheckim stroju z czepcem i perłową broszą. Rodzi to pytanie, czy zamalowana postać, być może Dziulanka, posłużyła jako wzór do stworzenia popiersia. Co ciekawe, inna legenda głosi, że woskowa rzeźba wcale nie przedstawia Dziulanki, lecz Zofię Opalińską, ciotkę Stanisława Opalińskiego, słynną “femme fatale” tamtych czasów, która trzykrotnie owdowiała. Fakt, że popiersie Dziulanki ma szklane oczy (prawdopodobnie weneckie) i gładką, utwardzoną powierzchnię świadczy o mistrzowskiej technice, ale to, kogo tak naprawdę uwieczniono – skandalistkę, bogatą damę czy niefortunną matronę – pozostaje jedną z największych zagadek Rytwian.

Warto w tym miejscu wspomnieć o ważnej osobie, która niewątpliwie przyczyniła się do współczesnego wyglądu obiektu. Pustelnia Złotego Lasu w Rytwianach stanowi jeden z najcenniejszych w Polsce kompleksów pokamedulskich, lecz jego historia w wiekach XIX i XX była naznaczona przerwami, kasatą zakonu i powojennymi zaniedbaniami. Przywrócenie tego miejsca do pełnej świetności i zabezpieczenie jego bezcennej substancji zabytkowej wymagało nie tylko ogromnych środków, ale przede wszystkim wizjonerskiego i niestrudzonego zarządzania, które zapewnił śp. ksiądz Adam Łęcki. Jego posługa w Rytwianach, trwająca przez bezprecedensowe 46 lat (1960–2006), jest fundamentalnym elementem historii powojennej Pustelni. Ks. Łęcki sprawował pieczę nad pokamedulskim klasztorem jako Kustosz, pozostając rezydentem przy kościele Zwiastowania Najświętszej Marii Panny do 2006 roku. Jego zasługi dla Kościoła i dziedzictwa kulturowego zostały formalnie uznane w 1986 roku, kiedy to został mianowany Kanonikiem Honorowym Sandomierskiej Kapituły Katedralnej. Ksiądz Adam Łęcki zmarł 27 lipca 2010 roku w wieku 90 lat.
Stanisław Łukasz Opaliński jawi się jako postać tragiczna. Był bohaterem spod Wiednia, który następnie, z powodu miłości, znalazł się na marginesie własnej klasy. Po śmierci ukochanej popadł w patologiczną żałobę, uciekając w astrologię i wreszcie umierając w odosobnieniu na morzu. Akt stworzenia woskowych wizerunków był ostatnią, desperacką próbą zachowania obecności ukochanej osoby. Fakt, że to właśnie figura Marianny, choć celowo ukryta i spowita habitem, przetrwała, może utrwalać triumf jej legendy nad oficjalną historią rodu. Mezalians magnata uruchomił dziesięciolecia procesów majątkowych, zarówno na poziomie arystokratycznym (walka Sieniawskiej o Rytwiany), jak i na poziomie chłopskim (walka Fortunów do XIX wieku). To dowodzi, że ta miłość nie była jedynie przelotnym romansem, lecz wydarzeniem, które miało dalekosiężne skutki prawne i społeczne.
Pustelnia Złotego Lasu w Rytwianach jest dziś miejscem, gdzie świętość i skandal, cisza i dramat, spotykają się w jednym wnętrzu. Woskowa figura, milczący i przerażająco realistyczny świadek, przypomina, że nawet w najbardziej skostniałym społeczeństwie polskiej szlachty XVII wieku, namiętność potrafiła pokonać bariery klasowe i utrwalić się na wieki, zastygając w zimnym, lecz wiecznym wosku.
Dziękujemy za Twój czas! Każda przeczytana historia to kolejny krok w odkrywaniu przeszłości Połańca. Portal polaniec.com.pl tworzony jest z pasji do historii naszej małej ojczyzny. Jeśli znasz ciekawą historię, posiadasz stare fotografie lub dokumenty dotyczące Połańca i okolic, podziel się nimi z nami. Chcesz dołożyć swoją cegiełkę? Czekamy na Twoją opowieść! Bądź na bieżąco. Obserwuj nas na Facebooku.






