Z pewnością czytelnicy mieli okazję nie raz, nie dwa, obejrzeć film Jerzego Hoffmana lub przeczytać drugą część trylogii Henryka Sienkiewicza, zatytułowaną „Potop”. Być może również, podobnie jak ja, zastanawiali się Państwo, jak w tych tragicznych momentach radzili sobie nasi przodkowie, tu w Połańcu. W dzisiejszym spotkaniu z historią zapraszam do czasów potopu szwedzkiego i losach Połańca. Materiał został przygotowany w oparciu o dane historyczne i materiały p. Jana Anioła (1898-1972).
Wojna, która w polskiej tradycji historycznej zyskała miano potopu szwedzkiego, rozpoczęła się w lipcu 1655 r., kiedy to szwedzkie armie wkroczyły na tereny Rzeczypospolitej z dwóch stron – od Pomorza Zachodniego i z Inflant na Litwę. Historycy uznają ją za jeden z najstraszliwszych konfliktów zbrojnych w całej historii Polski, obok II wojny światowej. Przyczyną tej wojny, będącej częścią II wojny północnej, była ambicja Szwecji do zdominowania Morza Bałtyckiego oraz osłabienie państwa polsko-litewskiego. Państwo pod rządami Jana II Kazimierza Wazy nie było należycie przygotowane do tego konfliktu.
Początkowa faza wojny była okresem katastrofalnych klęsk dla Rzeczypospolitej. Polskie pospolite ruszenie kapitulowało, a duża część szlachty koronnej i litewskiej podpisywała akty poddania się najeźdźcy. Przykładem takiej zdrady, która znacząco ułatwiła Szwedom inwazję, była postawa Hieronima Radziejowskiego. W rezultacie w krótkim czasie większość terytorium Polski znalazła się pod okupacją. Początkowy stan upadku państwa, powszechnej kapitulacji i zdrady zdezorganizował obronę i skazał Rzeczpospolitą na niemal pewną klęskę. To właśnie w obliczu tak fatalnej sytuacji militarnej i moralnej, kiedy konwencjonalne metody wojenne zawiodły, musiała narodzić się nowa strategia oporu.
Przełom w wojnie dokonał się na wielu płaszczyznach. Symbolicznym i moralnym punktem zwrotnym była heroiczna obrona Jasnej Góry, która stała się symbolem nieugiętego oporu. Na płaszczyźnie politycznej i militarnej, powrót króla Jana Kazimierza do kraju i zawiązanie Konfederacji tyszowieckiej w grudniu 1655 r. stanowiły przełomowy moment. Konfederacja była zbrojnym związkiem szlachty, która domagała się powrotu króla i organizacji oporu przeciwko Szwedom. Akt jedności był wyraźnym sygnałem, że Rzeczpospolita, mimo powszechnej ruiny, podnosi się do walki. Wkrótce nowo powstała armia zaczęła odnosić pierwsze sukcesy, co ostatecznie doprowadziło do zwycięstwa i zawarcia pokoju w 1660 r. Dramatyczny odwrót losów wojny był możliwy dzięki zmianie taktyki w obliczu upadku, co bezpośrednio otworzyło drogę do działań partyzanckich, których uosobieniem był Stefan Czarniecki…
Połaniec u szczytu prosperity – preludium do katastrofy
Na przełomie XVI i XVII wieku Połaniec jawił się jako dynamicznie rozwijający się ośrodek królewski w Małopolsce, którego fundamenty gospodarcze i społeczne były stabilne i dobrze ugruntowane. Położony w strategicznym miejscu na skrzyżowaniu szlaków handlowych, zarówno lądowych (trakt królewski z Krakowa do Sandomierza), jak i wodnych (rzeka Wisła), czerpał z tego położenia liczne korzyści. Miasto, które otrzymało prawa miejskie w 1264 roku, posiadało ustabilizowany samorząd oraz prężną społeczność, zajmującą się rolnictwem, handlem i rzemiosłem.
Dostępne rejestry poborowe z tego okresu dostarczają szczegółowego obrazu tego rozkwitu. W 1578 roku w mieście odnotowano 41 rzemieślników. W ciągu zaledwie dziesięciu lat liczba ta wzrosła do 121, a w 1602 roku osiągnęła imponujące 267. Ten gwałtowny wzrost liczby warsztatów rzemieślniczych świadczył o dużej prężności gospodarczej miasta. Populacja również rosła – w 1602 roku w Połańcu stały 322 domy, co pozwala szacować liczbę mieszkańców na ponad 2000, co plasowało miasto w czołówce ośrodków małych i średnich w Małopolsce. Jednak ta pomyślność miała wkrótce zostać zakłócona przez wydarzenia, które były preludium do nadciągającej katastrofy. Pierwsze, niepokojące sygnały pojawiły się już w 1606 roku, wraz z wybuchem Rokoszu Sandomierskiego. Buntownicy, złożeni z polskiej szlachty, plądrowali folwarki i miasta królewskie, takie jak Połaniec, podczas gdy prywatne majątki były oszczędzane.
Choć Rokosz był konfliktem wewnętrznym, jego skutki dla Połańca okazały się fatalne i długotrwałe. Wydarzenie nie było odosobnionym incydentem, lecz sygnałem osłabienia państwa, który odbił się echem w lokalnej gospodarce. Rejestry z 1611 roku odnotowują katastrofalny spadek liczby rzemieślników do zaledwie 44. Tak gwałtowny upadek w tak krótkim czasie nie byłby możliwy bez zewnętrznych, destrukcyjnych czynników. Zniszczenia i grabieże dokonane przez rokoszan w 1606 roku zrujnowały warsztaty, przerwały łańcuchy dostaw i powiązania handlowe, osłabiając miasto na dekady przed właściwym potopem. W ten sposób, kiedy w połowie XVII wieku nadeszły kolejne, potężne fale kryzysu, Połaniec nie był już prosperującym, lecz zrujnowanym i osłabionym ośrodkiem, którego zdolności do przetrwania były mocno nadwerężone.
Zwiastuny tragedii (1648-1655)
Lata poprzedzające potop szwedzki były dla Połańca i całego regionu czasem narastających nieszczęść, które stanowiły tragiczną serię wzajemnie powiązanych katastrof. Pierwszym zwiastunem nadchodzącej tragedii było powstanie Bohdana Chmielnickiego na Ukrainie, które wybuchło w 1648 roku. Masowe ucieczki ludności, w tym szlachty i Żydów, z terenów ogarniętych walkami, kierowały się w głąb Rzeczypospolitej, w tym na Sandomierszczyznę.
Uchodźcy, szukający schronienia przed Kozakami i Tatarami, nieśli ze sobą śmierć i choroby. Źródła historyczne donoszą, że epidemia cholery, która wybuchła w tym okresie, zebrała żniwo 100 tysięcy ofiar wśród uciekających Żydów i Polaków, pustosząc miasta i wsie. W tym samym czasie kraj i jego mieszkańcy borykali się z katastrofami naturalnymi. W latach 1650 i 1652 miały miejsce tragiczne w skutkach wylewy Wisły, które zniszczyły uprawy, domy i pozbawiły ludzi dobytku. Zdarzenia te, połączone z panującą zarazą, doprowadziły do straszliwego głodu i pomoru bydła. Kroniki odnotowują, że fale Wisły unosiły ciała ponad 20 tysięcy ofiar, co świadczy o skali katastrofy.

To, co działo się w połowie XVII wieku, nie było jedynie serią nieszczęść, ale kaskadą zdarzeń, w której jedno potęgowało drugie. Uchodźcy z wojen kozackich przyczyniali się do rozprzestrzeniania chorób, które w połączeniu z klęskami żywiołowymi i głodem, doprowadziły do kryzysu demograficznego. W tym kontekście nadciągający potop szwedzki i późniejszy najazd Rakoczego uderzyły w społeczeństwo i gospodarkę, które były już osłabione, wyludnione i zdewastowane. Obywatele i władze miasta, zajęte walką z chorobami i głodem, miały znacznie ograniczone zasoby, aby sprostać kolejnemu, militarnemu zagrożeniu.
Potop szwedzki i atak Rakoczego (1655-1657)
Latem 1655 roku, pod hasłem dominacji w basenie Morza Bałtyckiego, armia szwedzka rozpoczęła inwazję na Rzeczpospolitą, co w polskiej historiografii zostało nazwane “potopem”. Szwedzi opanowali znaczne terytoria, w tym województwo sandomierskie, stosując taktykę “wojna żywi się sama”, która polegała na przenoszeniu kosztów utrzymania wojska na ludność cywilną. Ich działania charakteryzowały się rabunkiem, paleniem miast i mordami. Sandomierz padł w październiku 1655 roku, a wycofujący się Szwedzi wysadzili zamek, co było tragicznym symbolem zniszczeń.
Dla Połańca, choć Szwedzi także tam stacjonowali, decydujący okazał się najazd Jerzego II Rakoczego, księcia Siedmiogrodu, który w styczniu 1657 roku wkroczył w sojuszu ze Szwecją na terytorium Rzeczypospolitej, prowadząc ze sobą 30-tysięczną armię, w skład której wchodzili Transylwańczycy, Wołosi, Mołdawianie i Kozacy. Relacje z epoki świadczą o wyjątkowym okrucieństwie jego wojsk, które dokonywały “szatańskich” zbrodni, nie oszczędzając niemowląt w kolebce, mordując, gwałcąc i rabując. W kwietniu 1657 roku jedna z kolumn tej armii, podążając Powiślem na Staszów, dotarła do Połańca. Miasto zostało całkowicie splądrowane, zrabowane i w 75% zrównane z ziemią, zamieniając się w cmentarne pustkowie.
Zniszczenia nie były typową konsekwencją działań wojennych, lecz wynikiem celowej strategii terroryzowania ludności. Cel ataku Rakoczego wykraczał poza zwykłe rabunki. Dążył do totalnej destrukcji, która miała na długo uniemożliwić miastu podniesienie się z upadku. Ponadto bandyckie wojska przyniosły ze sobą zarazę, która jeszcze bardziej zdziesiątkowała ocalałałych. W rezultacie nasza miejscowości, już wcześniej osłabiona, została niemal całkowicie zniszczona. Zdolność Połańca do szybkiej odbudowy została uniemożliwiona przez skalę zniszczeń i obciążeń, które dopiero miały nadejść.
Obóz Stefana Czarnieckiego pod Połańcem
Połaniec, choć zniszczony, stał się miejscem symbolicznym w kontekście polskiego oporu przeciwko najeźdźcom. W kontraście do obrazu ruiny, proza Henryka Sienkiewicza, a za nią film Jerzego Hoffmana, wykorzystuje realia wojny do stworzenia opowieści o narodzinach oporu. Choć Połaniec nie jest miejscem pojedynków takich jak Kiejdany czy Częstochowa, jego rola związana jest z postacią Stefana Czarnieckiego. W lipcu 1657 roku, w pościgu za wycofującymi się wojskami Rakoczego, hetman polny koronny Stefan Czarniecki założył w Połańcu obóz warowny. Obóz, zlokalizowany na wzgórzu nad Wisłą w rejonie Winnicy, stał się ważnym punktem strategicznym do koncentracji sił polskich przed decydującymi starciami.
Z tego obozu Czarniecki wydał uniwersał do ludności ziemi przemyskiej, w którym wzywał chłopów i mieszczan do walki partyzanckiej z najeźdźcą. Dokument był przykładem sięgania po wsparcie mas chłopskich w obliczu zagrożenia narodowego. Chociaż wydany uniwersał miał charakter typowo wojskowy, jego symbolika w tym miejscu zyskała trwałe znaczenie, upamiętnione później głazem z tablicą umieszczonym u podnóża Kopca Kościuszki. Obóz w Połańcu był punktem zwrotnym w kampanii przeciwko Rakoczemu. To stąd polskie oddziały ruszyły w pościg, który zakończył się zwycięskimi bitwami pod Magierowem i Czarnym Ostrowem, gdzie wojska Rakoczego zostały rozbite.
Warto zauważyć, że w połanieckiej tradycji historycznej doszło do złączenia dwóch ważnych wydarzeń związanych z uniwersałami wydanymi w Połańcu, co świadczy o wyjątkowym znaczeniu naszego miasta jako miejsca symbolicznego oporu. Choć Uniwersał Czarnieckiego z 1657 roku miał inny charakter niż Uniwersał Tadeusza Kościuszki z 1794 roku, oba akty, wydane w tym samym miejscu, są dziś pamiętane jako wyraz niezłomności i walki o wolność. Uniwersał Czarnieckiego był wezwaniem do zbrojnego oporu, natomiast Uniwersał Kościuszki był przełomowym aktem prawnym, mającym na celu reformę społeczną poprzez polepszenie doli chłopów. Obydwa uniwersały stanowią dziś symboliczne dziedzictwo Połańca w historii Polski.
Połaniec w drugiej połowie XVII wieku
Dramatyczny bilans wojen połowy XVII wieku w Połańcu został precyzyjnie udokumentowany w zachowanych źródłach. Lustracje przeprowadzone po potopie szwedzkim i najeździe Rakoczego rysują obraz kompletnej ruiny. Liczba domów w mieście spadła z około 400 przed 1655 rokiem do zaledwie 100 w 1664 roku. Populacja miasta, która u szczytu prosperity wynosiła ponad 2000 osób, w 1662 roku liczyła zaledwie 556 mieszkańców. Oznacza to, że zaledwie jedna czwarta pierwotnej populacji przetrwała wojenne katastrofy, co stanowiło spadek znacznie większy niż średnia dla miast małopolskich, szacowana na 60%.
Upadek gospodarki był równie drastyczny jak spadek populacji. Dynamiczny rozwój rzemiosła, który był znakiem rozpoznawczym Połańca na początku XVII wieku, został całkowicie zahamowany. Już po Rokoszu Sandomierskim liczba rzemieślników spadła do 44 (1611 r.), a lustracje z 1664 r. nie wspominają o nich wcale, co świadczy o niemal całkowitym zaniku tej gałęzi produkcji. Miasto, z prężnego ośrodka handlowo-rzemieślniczego, przekształciło się w osadę rolniczą, z zaledwie 30 rolami i 30 łąkami, co odzwierciedlało powszechną agraryzację miast w ówczesnej Rzeczypospolitej. Agraryzacja była procesem polegającym na przejęciu przez miasta funkcji rolniczych i ograniczeniu ich roli przemysłowej.
Długoterminowe konsekwencje zniszczeń wojennych pogłębiały się. Zrujnowane miasto i jego mieszkańcy musieli ponosić ogromne ciężary finansowe, np. hiberna czyli podatek na utrzymanie wojska w leżach zimowych. Jej celem było zapewnienie żołnierzom zakwaterowania, wyżywienia i paszy dla koni, co miało zapobiegać rekwizycjom i rabunkom na własną rękę, ale w praktyce stawało się paraliżującym obciążeniem dla miast i wsi. W 1673 roku Połaniec musiał utrzymać chorągiew pancerną, co stanowiło niewyobrażalne obciążenie dla zubożałej społeczności. W obliczu narastającego zadłużenia, władze miejskie były zmuszone do drastycznych kroków. W dokumencie z 1673 roku burmistrz i rajcy połanieccy zeznali, że musieli sprzedać 100 morgów pastwiska leżącego obok Ruszczy Dolnej, aby spłacić długi. W akcie sprzedaży zawarto nawet dramatyczną klauzulę, “aby się ostatek pospólstwa z miasteczka nie rozbiegło”, co najlepiej oddaje rozpaczliwą sytuację miasta.
To błędne koło upadku uniemożliwiło miastu odzyskanie dawnej świetności. Zniszczenie gospodarki, wyludnienie i konieczność ponoszenia obciążeń finansowych prowadziły do wyprzedaży majątku, co jeszcze bardziej osłabiało jego ekonomiczne podstawy. Połaniec wpadł w stan stagnacji i marazmu, który miał trwać przez całe kolejne stulecie, spychając go na margines życia gospodarczego regionu.
Na zakończenie, kilka słów o hetmanie polnym koronnym, Stefanie Czarnieckim. Był on jedną z najważniejszych postaci w polskiej historii i kulturze, uznawany za jednego z najbardziej zasłużonych żołnierzy XVII wieku. Jego nazwisko znalazło się nawet w polskim hymnie narodowym, co tylko potwierdza jego wyjątkowy status jako symbolu patriotyzmu i walki o wolność. Czarniecki wsławił się skuteczną strategią, którą dziś określa się mianem “wojny szarpanej” lub “wojny podjazdowej”. Była to taktyka unikania walnej bitwy rozstrzygającej i atakowania jedynie niewielkich oddziałów wroga, co było rewolucyjnym podejściem w dobie wielkich starć. Wykorzystywał on wysoką mobilność polskiej kawalerii i element zaskoczenia, by zadawać przeciwnikowi bolesne straty. Jego metody okazały się tak skuteczne, że sami Szwedzi zaczęli je później naśladować.
Nie dziwi więc fakt, że w 1983 roku jednej z ważnych ulic w południowej części Połańca nadano jego imię. Nazwanie ulicy jego imieniem było wyrazem hołdu dla tego niezłomnego obrońcy Rzeczypospolitej i podkreślało lokalne znaczenie wydarzeń związanych z okresem potopu szwedzkiego.

Dziękujemy za Twój czas! Każda przeczytana historia to kolejny krok w odkrywaniu przeszłości Połańca. Portal polaniec.com.pl tworzony jest z pasji do historii naszej małej ojczyzny. Jeśli znasz ciekawą historię, posiadasz stare fotografie lub dokumenty dotyczące Połańca i okolic, podziel się nimi z nami. Chcesz dołożyć swoją cegiełkę? Czekamy na Twoją opowieść! Bądź na bieżąco. Obserwuj nas na Facebooku.






