Tegorocznej edycji przyświecało hasło „Wychować Mistrza” – rozumianego nie jako zdobywcę medali, lecz jako młodego człowieka, który ma odwagę podążać własną drogą, potrafi współpracować, regulować własne emocje i podejmować odpowiedzialne decyzje.
Wydarzenie otworzyli burmistrz Miasta i Gminy Połaniec Jacek Benedykt Nowak, dyrektor Ośrodka Sportu i Rekreacji w Połańcu Grzegorz Sobut oraz niezwykły, długo wyczekiwany gość – św. Mikołaj. Wszyscy serdecznie powitali zawodników, ich rodziców oraz licznie zgromadzonych kibiców, życząc wielu pozytywnych emocji, dobrej zabawy i radości płynącej ze wspólnego sportowego świętowania.
Turniej stworzył przestrzeń, w której dzieci mogły przeżywać sportowe emocje w bezpiecznym, wspierającym środowisku. Rywalizacja przebiegała w duchu fair play, a w myśl idei wydarzenia tego dnia nie było przegranych – każde dziecko otrzymało od św. Mikołaja upominki i słodycze, co wywołało wiele uśmiechów i dodało magii całemu wydarzeniu.
Dużym zainteresowaniem cieszyły się dwa bloki szkoleniowe prowadzone przez dr Tomasza Wilczewskiego, eksperta i twórcę metody Imopeksis, łączącej neurodydaktykę, psychologię rozwojową, pedagogikę i nowoczesne strategie motywacyjne.
Cztery czynniki, które uruchamiają potencjał dziecka – i cztery, które go blokują
Dr Tomasz Wilczewski zwrócił uwagę na element, o którym w sporcie dzieci zaskakująco często się zapomina. Rozwój młodego człowieka nie rodzi się z presji, oczekiwań ani ze skrupulatnie zapisanych regulaminów. Jego źródłem są cztery naturalne czynniki wpisane w biologię i psychikę dziecka: ruch, emocje, imperializm dziecięcy i relacje.
Ruch jest pierwszym i podstawowym narzędziem eksploracji świata. Dziecko uczy się poprzez działanie, a ruch reguluje jego emocje, wspiera koncentrację, zwiększa motywację i otwiera na nowe doświadczenia.
Emocje – zarówno radość i ekscytacja, jak i smutek, rozczarowanie czy napięcie – stanowią nieodłączny element sportowego procesu. To one nadają sens podejmowanemu wysiłkowi i sprawiają, że uczenie staje się trwałe i głębokie. Bez emocjonalnego zaangażowania nie ma rozwoju.
Imperializm dziecięcy, często mylony z buntem, jest z kolei naturalną potrzebą budowania własnego „imperium”, a więc sprawczości i wpływu. Do około trzynastego roku życia dzieci testują granice, poszukują decyzyjności i chcą doświadczać, że mogą coś zrobić samodzielnie. To biologiczny fundament kształtowania się autonomii, a nie przejaw nieposłuszeństwa.
Relacje są natomiast przestrzenią, w której dziecko uczy się współpracy, odpowiedzialności i regulowania własnych emocji. To dla więzi, a nie dla trofeów, większość dzieci przychodzi na zajęcia sportowe.
Dr Wilczewski podkreślał, że właśnie te cztery siły napędzają rozwój młodego sportowca, a nie system nagród i kar, nadmierna kontrola czy obsesja na punkcie wyniku.
Jednocześnie zwrócił uwagę, że współczesna edukacja i sport często zawodzą nie dlatego, że dzieci się „nie starają”, lecz dlatego, że dorośli – mimo dobrych intencji – popełniają powtarzające się błędy.
Pierwszym z nich jest brak perspektywy dziecka, czyli narzucanie celów, których młody człowiek nie rozumie i które nie mają dla niego osobistego znaczenia. Drugim destruktorem jest kopiowanie własnych doświadczeń – przenoszenie na dzieci presji, krytyki czy nadmiernego rygoru, które sami kiedyś przeżywaliśmy, często wbrew własnym wspomnieniom i emocjom. Trzecim problemem pozostaje ślepa wiara w autorytety z zewnątrz, prowadząca do bezrefleksyjnego kopiowania metod czy rozwiązań, które nie uwzględniają ani temperamentu, ani emocjonalności, ani kulturowego kontekstu polskich dzieci. Czwartym destruktorem jest przerost przepisów nad wartościami – przekonanie, że regulaminy i instrukcje zastąpią dialog, zaufanie i rozwijanie odpowiedzialności.
Jak obrazowo podsumował prelegent: „Często próbujemy wydobywać węgiel cyrklem – narzędzia nie pasują do celu”. W praktyce oznacza to, że nawet najlepsze intencje dorosłych mogą przynosić odwrotne skutki, jeśli nie wypływają z rzetelnego zrozumienia realnych potrzeb i sposobu funkcjonowania dziecka. To właśnie zmiana perspektywy – z dorosłej na dziecięcą – staje się kluczowym warunkiem nowoczesnego, skutecznego wychowania i edukacji sportowej.
Dlaczego dzieci tak chętnie wybierają elektronikę?
W trakcie szkolenia dr Tomasz Wilczewski zadał jedno z kluczowych pytań współczesnego rodzicielstwa i edukacji: dlaczego dzieci tak silnie ciągnie do elektroniki, gier i świata cyfrowego? Odpowiedź, jak podkreślił, nie tkwi w „uzależnieniu” czy „lenistwie”. Jej źródłem są cztery precyzyjnie opisane w badaniach potrzeby rozwojowe, które cyfrowy świat zaspokaja znacznie skuteczniej niż tradycyjne systemy szkolne czy sportowe.
Pierwszym czynnikiem jest samostanowienie, czyli pełna autonomia decyzji. W grze dziecko wybiera, eksploruje, podejmuje ryzyko, a przede wszystkim – nie doświadcza ciągłych instrukcji dorosłych. Nikt mu nie podpowiada, nie wyręcza, nie ocenia. To przestrzeń, w której może „być u steru”, a ta potrzeba jest jednym z najsilniejszych motorów rozwoju w wieku dziecięcym.
Drugim elementem jest odczucie postępu, niezwykle precyzyjnie zaprojektowane w świecie gier. Zdobywanie poziomów, odblokowywanie nowych funkcji, kolekcjonowanie punktów, monet czy nagród – wszystko to daje dziecku ciągłe, namacalne poczucie, że robi krok naprzód. Tymczasem w edukacji i sporcie ten postęp często bywa abstrakcyjny, opóźniony albo trudny do zauważenia.
Trzeci czynnik to bliskość, rozumiana jako dostęp do relacji. Gry – choć często są pułapką relacyjną – oferują iluzję wspólnoty, drużyny, współpracy i bycia „z kimś”. Dziecko czuje, że uczestniczy w czymś razem z innymi, nawet jeśli są to znajomości wirtualne. To zaspokaja naturalną potrzebę przynależności.
Czwartym elementem, zaskakująco niedocenianym przez dorosłych, jest motywująca rola porażki. W świecie cyfrowym przegrana nie oznacza wstydu, kar czy poczucia zawodu. Przeciwnie – stanowi impuls do kolejnej próby. Dziecko natychmiast wraca do gry, bo porażka jest tam częścią mechaniki rozwoju, a nie oceną jego wartości. W sporcie i szkole niestety bywa odwrotnie: błędy generują lęk, wstyd i presję.
Jak podsumował dr Wilczewski, świat cyfrowy „lepiej zorganizował” te cztery fundamenty niż tradycyjna edukacja i tradycyjny sport. I dopóki szkoła i trening nie zaczną oferować dzieciom samostanowienia, widocznego postępu, relacji i bezpiecznej porażki – dopóty elektronika będzie dla nich bardziej naturalnym wyborem.
Rola dorosłego w rozwoju młodego sportowca
Najważniejsze przesłanie szkolenia dotyczyło roli dorosłych w codziennym towarzyszeniu młodym sportowcom. Dziecko nie potrzebuje prowadzenia za rękę ani nieustannej motywacji z zewnątrz. Potrzebuje dorosłego, który wierzy, że sobie poradzi, i potrafi stworzyć środowisko, w którym może realnie doświadczać wpływu i sprawczości. Zbyt wielu dorosłych – często z nadmiernej troski – zakłada, że „dziecko nie da rady”. Młody człowiek, choć nie usłyszy tego wprost, wyczuwa niewiarę dorosłych i rezygnuje z wysiłku, zanim jeszcze spróbuje.
Rolą trenera, nauczyciela i rodzica jest więc nie tylko przekazywanie umiejętności technicznych, ale przede wszystkim przywracanie dziecku odwagi, samodzielności i prawa do popełniania błędów. To właśnie odwaga – a nie perfekcja – stanowi fundament nowoczesnego myślenia o edukacji i sporcie dzieci. W świecie pełnym porównań, rankingów i ocen przypomnienie to brzmi wyjątkowo mocno: prawdziwy rozwój rodzi się tam, gdzie panuje zaufanie, relacja i mądre, obecne towarzyszenie dorosłego.
Sponsorem tytularnym wydarzenia była Enea Elektrownia Połaniec.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Chcesz podzielić się ciekawym newsem lub zaproponować temat? Skontaktuj się z nami, pisząc maila na adres: ✉️ redakcja@polaniec.com.pl






