Rok 1983 w historii naszego kraju był okresem głęboko ambiwalentnym. Z jednej strony w lipcu oficjalnie zniesiono stan wojenny, który miał wymiar politycznego i propagandowego zwycięstwa. Zwycięstwa mającego na celu uspokojenie społeczeństwa i legitymizację władzy po burzliwym czasie represji. Z drugiej zaś strony patrząc na ekonomię, do stabilizacji było jeszcze bardzo daleko. Gospodarka w tym czasie w dalszym ciągu zmagała się z długotrwałymi i trudnymi do wyeliminowania niedoborami w produktach czy surowcach. Masowo rosło zadłużenie zagraniczne. Poczucie nieufności było powszechne. W takich warunkach władze centralne starały się za wszelką cenę koncentrować wszelkie dostępne zasoby na inwestycjach strategicznych aby zapewnić minimum bezpieczeństwa funkcjonalnego. Połaniec jako miejsce, w którym wybudowano nowoczesną elektrownię był jednym z najważniejszych ośrodków w realizacji tego planu.
Bardzo szybkie tempo budowy połanieckiego giganta powodowało masowy napływ pracowników. Połaniec w 1983 r. przeżywał istną demograficzną burzę. Aby sprostać zadaniu uruchomienia 8 bloków energetycznych w tak krótkim czasie, tysiące osób, które przyjechały do Połańca musiały mieć odpowiednie zakwaterowanie. Był to czas tzw. “boomtownu”, czas generujący znaczne napięcia. Jak wiadomo priorytetem władzy było zakończenie produkcji energetycznej. Jakość życia społecznego i infrastruktura komunalna w tym czasie ustępowały miejsca logistyce budowlanej. W efekcie mieliśmy do czynienia ze społecznością mobilną i tymczasową. Cała ta niestabilność prowadziła do specyficznej, robotniczej kultury miejskiej. Nowi mieszkańcy byli skupieni na pracy i doraźnym zaspokajaniu swoich potrzeb do czasu powstania infrastruktury z prawdziwego zdarzenia. 25 października 1983 roku, dzięki włączeniu do sieci ostatniego bloku węglowego, Elektrownia Połaniec osiągnęła zakładaną moc 1600 MW, kończąc tym samym pierwszy etap inwestycji.
Większość nowo przyjezdnych pracowników w 1983 r. mieszkała w hotelach pracowniczych. Noclegi pracownicze i kwatery stanowiły podstawową formę kwaterunku, nierzadko w warunkach minimalnego standardu. Funkcjonowanie w hotelach robotniczych, z daleka od rodzin, przy ograniczonym dostępie do infrastruktury miejskiej tworzyło specyficzną atmosferę. Wymagało również ogromnego poświęcenia ze strony budowniczych i późniejszej kadry pracowniczej. W dzisiejszym spotkaniu z historią chciałbym przypomnieć o osobach, które przyjechały do Połańca za pracą, tutaj zostały i – poza obowiązkami zawodowymi – realizowały swoje pasje na miarę ówczesnych możliwości. Zapraszam do przeczytania wywiadu, jaki przeprowadził w 1983 roku redaktor Antoni Ciechan z plastykami amatorami: rzeźbiarzem Józefem Regułą i malarzem Marianem Szymaszkiem, na łamach Tygodnika Nadwiślańskiego.
* * *
Połaniec, marzec 1983 r.
Przy okazji miejsko-gminnej konferencji sprawozdawczej PZPR w Połańcu, miejscowi członkowie ZSMP zorganizowali wystawę prac plastycznych dwóch młodych twórców – amatorów – rzeźbiarza i malarza.
Józef Reguła pochodzi z okolic Rzeszowa i w mieście tym zdobył zawód kowala. Teraz gdy mieszka w Połańcu, przekwalifikował się i został cukiernikiem. Pracuje w zakładzie będącym własnością szwagra. Plastyką interesował się od dawna. Przed pójściem do wojska rysował kolorowymi długopisami miniaturowe, abstrakcyjne kompozycje, przypominające dekoracyjną sztukę islamu. Z rzeźbą w drewnie zetknął się pod koniec służby wojskowej, rzeźbił bowiem jeden z jego kolegów. Józef spróbował także, ale nie był z efektów zadowolony.
– Zobaczysz – oświadczył wówczas kolega – najdalej za pół roku wrócisz do tego. I miał rację.
Gdy Józef Reguła – 2 miesiące po zakończeniu służby wojskowej – poznał swą obecną żonę, zapragnął zwrócić na siebie jej uwagę w jakiś niecodzienny sposób. Wówczas powstał pierwszy rzeźbiony prezent dla wybranki serca – głowa Indianina. I tak to się zaczęło. Od tego czasu spod jego dłuta wyszły dziesiątki rzeźb większych i mniejszych, aż po zupełne miniaturki. Zdecydowana większość z nich to w dalszym ciągu podarunki dla żony. Tylko niektóre trafiły do innych członków rodziny. Autor z wielką niechęcią rozstaje się ze swymi pracami. Przywiązuje się do nich.
– Każda rzeźba to coś jakby, własne dziecko – mówi.
Pomału rzeźbiarstwo stało się jego pasją. Najbardziej fascynującym tematem – jak sam twierdzi – jest praca na roli. Wśród wielu figurek przedstawiających postacie charakterystyczne dla wsi, która odchodzi już w zapomnienie, szczególnie często pojawiają się rzeźby starszych, wąsatych mężczyzn. To efekt zauroczenia autora postacią własnego dziadka, zapamiętaną z dzieciństwa.
Józef Reguła, obok pracy w zakładzie cukierniczym, prowadzi także gospodarstwo rolne. Czasu na rzeźbienie jest więc mało, a przecież, gdy opanuje go twórcza wena, mógłby to robić bez przerwy. Stara się wykorzystywać każdą wolną chwilkę.
Po wystawie rzeźb najwięcej satysfakcji sprawiły mu wizyty dwóch chłopców. Obaj chcieli nauczyć się rzeźbić. Jeden z nich przychodzi nawet na lekcję. Za mało ma jeszcze sił, by pokonać opór drewna, ale lepi świetne figurki z plasteliny.
– Jeśli choćby z tych dwóch chłopców odnajdzie w rzeźbie swą życiową pasję – mówi Józef Reguła – to wystawa spełniła swoją rolę. Przynajmniej o dwóch młodych ludzi mniej „zabijać” będzie czas szwendaniem się po ulicy.
Marian Szymaszek jest operatorem dźwigu w Przedsiębiorstwie Budowy Elektrowni i Przemysłu “Energo-przem”. Podobnie jak Józef Reguła, z twórczością amatorską zetknął się w wojsku. Wówczas to na prośbę kolegi, namalował portret dziewczyny, znając modelkę tylko z… fotografii. Obraz musiał być udany, skoro kolega w dowód wdzięczności podarował mu kilka pędzli.
Od tego czasu minęło już 8 lat. Marian w tym czasie nie malował. Dopiero gdy w miejscowej bibliotece przypadkowo zobaczył farby plakatowe, coś go tknęło. Po prostu zachciało mu się malować. Kierowniczka biblioteki podarowała mu farby i zaproponowała, że jeśli namaluje jakieś ciekawe obrazy, urządzi mu wystawę.
Tak się rozpoczął jego powrót do malowania. Od czerwca do grudnia ub. r. namalował 18 obrazów Zdecydowana ich większość to pejzaże malowane z wyobraźni. W ich kolorystyce przeważają barwy ciemne, szczególnie brązy.
– Nie potrafię namalować obrazu jasnego – mówi. Może jeszcze nauczę się, bo przecież w ogóle dopiero uczę sic malować. Jak dotąd żaden z moich obrazów nie podoba mi się. Każdy kolejny jest chyba lepszy od poprzedniego, ale w każdym widzę wiele wad. I z żadnego nie jestem zadowolony. Fascynują mnie obrazy słynnych mistrzów. Tak bardzo chciałbym móc tak malować, tak kłaść farbę. Bardzo lubiłem oglądać program „Piórkiem i węglem”. Mogłem wówczas podglądać technikę rysunku stosowaną przez prof. Zina.
Pewnego razu spotkał Marian Szymaszek dyrektora Zasadniczej Szkoły Zawodowej, który zaproponował mu namalowanie portretu Tadeusza Kościuszki i kilku pejzaży Połańca. Malarz – amator wziął 5-dniowy urlop i zabrał się do pracy. Te Pejzaże były pierwszymi jego obrazami malowanymi z natury. Marian Szymaszek mieszka w hotelu robotniczym. Za pracownię służy mu niewielki pokoik przy klubie „Bartosz”.
– Tutaj też nie ma najlepszych warunków – mówi – gdy za ścianą gra muzyka, nie mogę się skupić. Teraz koledzy z ZSMP zaoferowali mu większe pomieszczenie w klubie „Trójka”. – Ale do malowania nie wystarcza tylko możność skupienia się. Potrzebne jest coś, co nazywa się natchnieniem. Przychodzi taki dzień, że istnieją dla mnie tylko pędzle i farby. Najchętniej wziąłbym wówczas urlop w zakładzie pracy. Tak było przy malowaniu pejzaży Połańca. Marzeniem Mariana jest namalowanie wszystkich starych, często walących się już zabudowań Połańca, bowiem niedługo znikną one z tego miasta bezpowrotnie.
Antoni Ciechan.
* * *
Materiał źródłowy

* * *
Podczas gdy w sali obrad marcu 1983 r. w Połańcu toczyły się partyjne dyskusje, w kuluarach puls miasta bił zupełnie innym rytmem. Z inicjatywy młodych działaczy ZSMP, została otwarta wystawa, która udowadniła, że między szychtą na górze w “Energo-przemie” a pracą w cukierni czy na roli, było miejsce na pasję, wrażliwość i poszukiwanie piękna. W powyższym reportażu poznaliśmy dwóch młodych twórców – amatorów, dla których sztuka stała się sposobem na ucieczkę od szarości dnia codziennego. Pan Józef Reguła, kowal z zawodu, a cukiernik z profesji, w drewnie lipowym trzymał wspomnienia o dziadku i wiejskim krajobrazie. Pan Marian Szymaszek, pracujący w 1983 r. jako operator ciężkiego dźwigu przy budowie elektrowni, w zaciszu hotelu robotniczego toczył walkę z płótnem, próbując uchwycić odchodzący w zapomnienie urok starego Połańca. Obu panów dzieliły ich profesje i techniki, ale łączyło jedno: niezwykła skromność i artystyczny niepokój, który kazał im chwytać za dłuto i pędzel w każdej wolnej chwili. Prawdziwa twórczość nie potrzebuje dyplomów, a jedynie wielkiego serca i odrobiny natchnienia.
Wielka szkoda, że reportaż nie jest dłuższy. Niemniej jednak przybliża on interesujące fakty z życia Połańca i jego mieszkańców. Wspomniano w nim również m.in. prof. Wiktora Zina, któremu poświęciliśmy niedawno osobny artykuł. Profesor Zin był gospodarzem popularnego cyklu telewizyjnego „Piórkiem i węglem” oraz Generalnym Konserwatorem Zabytków w latach 1977–1981.
Dzisiaj od wywiadu, którego udzielili artyści – amatorzy, minęły 42 lata. Pan Józef Reguła współcześnie jest cenionym rzeźbiarzem ludowym z Połańca. Pozostaje aktywnym twórcą, a jego prace regularnie pojawiają się na lokalnych i regionalnych wydarzeniach kulturalnych, takich jak przeglądy twórczości nieprofesjonalnej czy otwarta scena artystów. Pan Józef wraz z żoną Dorotą nadal prowadzą Autorską Galerię Rzeźby przy Placu Uniwersału Połanieckiego 2. Jego dom pełni funkcję żywego muzeum, w którym zgromadził tysiące prac. Twórczość niezmiennie krąży wokół motywów sztuki sakralnej, scen rodzajowych, motywów przyrodniczych oraz judaiki. Niestety, nie wiemy, jak potoczyły się losy pasji malarskiej drugiego bohatera reportażu redaktora Ciechana – pana Mariana Szymaszka. Szczególnie ciekawi jesteśmy tego, czy panu Marianowi udało się namalować obrazy Kościuszki i Połańca, o których rozmawiał z ówczesnym dyrektorem Zasadniczej Szkoły Zawodowej, panem Janem Krygowskim i czy na emeryturze nadal oddaje się malowaniu. Jeżeli uda się nam dowiedzieć, zaktualizujemy artykuł. Niezależnie od tego, jak potoczyły się losy w realizacji pasji malarskiej pana Mariana, obu panom przesyłamy serdeczne pozdrowienia, życząc im przede wszystkim dużo zdrowia i niesłabnącej pogody ducha.
Na zakończenie zapraszamy do obejrzenia krótkiego wspomnieniowego wideo o Połańcu z marca 1983 r.
Dziękujemy za Twój czas! Każda przeczytana historia to kolejny krok w odkrywaniu przeszłości Połańca. Portal polaniec.com.pl tworzony jest z pasji do historii naszej małej ojczyzny. Jeśli znasz ciekawą historię, posiadasz stare fotografie lub dokumenty dotyczące Połańca i okolic, podziel się nimi z nami. Chcesz dołożyć swoją cegiełkę? Czekamy na Twoją opowieść! Bądź na bieżąco. Obserwuj nas na Facebooku.






