Adam Komorowski, pochodzący z Połańca ultramaratończyk, po raz kolejny udowodnił, że należy do grona zawodników, którzy nie boją się największych wyzwań. 3 lipca 2026 roku stanął na starcie prestiżowego HOKA Val d’Aran by UTMB w hiszpańskich Pirenejach – jednego z najtrudniejszych biegów górskich w Europie. Po niezwykle wymagającej walce z własnymi słabościami ukończył rywalizację na wysokim 173. miejscu w klasyfikacji generalnej.
VDA – Tour of the Val d’Aran to znacznie więcej niż ultramaraton. To 163 kilometry prowadzące przez dzikie doliny, opuszczone kopalnie, wysokogórskie przełęcze i kotły polodowcowe wypełnione jeziorami. Zawodnicy muszą zmierzyć się nie tylko z dystansem, ale również z ponad 10 398 metrami przewyższeń, technicznymi szlakami oraz zmiennymi warunkami panującymi w sercu Pirenejów. Start i meta zlokalizowane są w hiszpańskim Vielha, a sam bieg należy do elitarnego cyklu UTMB World Series Major, skupiającego najbardziej wymagające zawody górskie na świecie.
Tegoroczna edycja okazała się wyjątkowo wymagająca. Statystyki najlepiej pokazują skalę trudności – 361 zawodników ukończyło bieg, a aż 363 nie dotarło do mety, co oznacza, że liczba rezygnacji przewyższyła liczbę finiszerów.
Walka od pierwszych kilometrów
Adam Komorowski przyznaje, że był to jeden z najcięższych startów w jego dotychczasowej karierze.
– Był to jeden z najcięższych biegów w moim portfolio – podsumował po przekroczeniu linii mety.
Już po około 40 kilometrach musiał porzucić założenia czasowe. Ekstremalne warunki szybko zaczęły odbierać siły.
– Słońce chciało mnie ugotować. Nie nadążałem uzupełniać soli i minerałów, co szybko odbiło się na tempie. Ratowałem się każdym napotkanym strumieniem, chłodząc głowę. Dodatkowo bardzo techniczny, suchy i skalisty teren dał się we znaki moim stopom. Pęcherze i otarcia szybciej niż zazwyczaj odebrały mi komfort biegania – relacjonował zawodnik.
Problemy fizyczne szybko przełożyły się również na walkę mentalną. Jak przyznaje, w pewnym momencie był bliski podjęcia decyzji o wycofaniu się z rywalizacji.
– Doszło do tego, że w głowie układałem już treść wpisu na Facebooku, którym miałbym usprawiedliwić swoją rezygnację. Wtedy powiedziałem sobie, że przyjechałem w Pireneje skończyć ten bieg i zadzwonić w ten „cholerny” dzwon finiszera. Na mecie czekała moja Patrycja. Wtedy czas przestał mieć znaczenie – wspomina.
Zwycięstwo nad własnymi słabościami
Od tego momentu najważniejsze stało się dotarcie do mety. Paradoksalnie, mimo narastającego zmęczenia, Komorowski systematycznie przesuwał się w klasyfikacji. Na pierwszym punkcie pomiarowym zajmował 381. miejsce, by z każdym kolejnym odcinkiem wyprzedzać następnych zawodników.
Jak sam podkreśla, przełom nastąpił wtedy, gdy przestał skupiać się na wyniku.
– Zacząłem zwracać uwagę na niesamowite widoki i wróciła czysta radość biegania. Ostatnie kilometry pokonałem w pełnej euforii, ciesząc się, że po raz kolejny wygrałem z samym sobą – mówi.
Ostatecznie Adam Komorowski ukończył HOKA Val d’Aran by UTMB na 173. miejscu w klasyfikacji generalnej, zajmując 29. miejsce w swojej kategorii wiekowej oraz będąc czwartym najwyżej sklasyfikowanym reprezentantem Polski. Ogromnym sukcesem polskich barw zakończył się również start Katarzyny Dombrowskiej, która zwyciężyła w rywalizacji kobiet.
Największe zwycięstwa rodzą się w najtrudniejszych chwilach
Dla zawodnika z Połańca ukończenie jednego z najtrudniejszych ultramaratonów świata jest kolejnym potwierdzeniem, że konsekwencja, doświadczenie i silna psychika pozwalają osiągać cele nawet wtedy, gdy wszystko wydaje się sprzysięgać przeciwko biegaczowi. W ultramaratonie najważniejsza walka często nie rozgrywa się na trasie, lecz we własnej głowie. Największą sztuką nie jest nigdy nie upaść, ale znaleźć w sobie siłę, by podnieść się wtedy, gdy pojawia się zwątpienie i chęć rezygnacji. To właśnie w takich momentach kształtuje się prawdziwy charakter sportowca – kiedy każdy kolejny krok wymaga ogromnej determinacji.
Adam Komorowski po raz kolejny pokazał, że największe zwycięstwa nie zawsze zapisują się w tabelach wyników. Czasem najważniejszym osiągnięciem jest pokonanie własnych słabości i udowodnienie sobie, że mimo przeciwności można dotrzeć tam, gdzie jeszcze chwilę wcześniej wydawało się to niemożliwe.
Zawodnik nie zamierza jednak długo odpoczywać. Już zapowiedział kolejne wielkie wyzwanie – start w Tarawera Ultra-Trail by UTMB w Nowej Zelandii, który odbędzie się w lutym 2027 roku. Patrząc na jego dotychczasowe osiągnięcia, można być pewnym, że i tym razem nie zabraknie determinacji oraz walki do ostatniego kilometra.





Materiał powiązany:
Adam Komorowski w czołówce Backyard Ultra Heiðmörk 2024! Nowy rekord i walka z bólem (zdjęcia)
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Chcesz podzielić się ciekawym newsem lub zaproponować temat? Skontaktuj się z nami, pisząc maila na adres: ✉️ redakcja@polaniec.com.pl






